Bez gór świat byłby nudny - wywiad z Leszkiem Piekło

Ma prawie 70 lat, a energii i zapału mógłby mu pozazdrościć niejeden nastolatek. Mowa o Leszku Piekło, który pod koniec kwietnia wyruszy na wyprawę przez całe Karpaty. Chce pokonać pieszo 2500 kilometrów. W ten sposób będzie świętować swoje okrągłe, siedemdziesiąte urodziny.

Przed Panem długa, pięciomiesięczna wędrówka. Czy wszystko jest już zapięte na ostatni guzik?

Czas biegnie coraz szybciej i zostało mi do przygotowania jeszcze sporo szczegółów, ale to co najważniejsze jest już gotowe. Cały czas jestem w trakcie ważenia plecaka, odzieży i wyposażenia oraz minimalizowania wagi sprzętu. Chciałbym zmieścić się w 10 kilogramach, a obecnie wszystko waży 12. Trzeba więc odjąć jeszcze około 2 kilogramów.

Jak wygląda planowanie tak dużej wyprawy i co jest najtrudniejsze?

Dla mnie największą frajdą jest planowanie i przygotowywanie całej wyprawy. Pomysł narodził się w sierpniu 2017 roku, podczas wędrówki Głównym Szlakiem Beskidzkim i rozmowy z koleżanką Anią Strzelec z Przemyśla, która rok wcześniej przeszła samotnie GSB. Od tej pory, pomysł pokonania całego łuku Karpat żył w mojej głowie. Zacząłem szukać informacji o Karpatach, a wszystko stawało się coraz ciekawsze, realne i coraz mi bliższe. A więc najpierw musiałem przekonać samego siebie, że mogę to zrobić, a potem wybrałem termin. Doszedłem do wniosku, że doskonałym momentem na trudną i wymagającą wyprawę będą moje 70 urodziny. Bazując na własnych doświadczeniach, stworzyłem listę sprzętu, odzieży, żywności, leków i kosmetyków. Cały czas ją weryfikuję, chcę zabrać tylko to, co rzeczywiście jest niezbędne. Potem przyszedł czas na planowanie trasy i przygotowania kondycyjne. A co jest najtrudniejsze? Nic i zarazem wszystko jest równie ważne.

Kiedy Pan wyruszy i jak dokładnie wygląda trasa?

Wyjadę z Krakowa w dniu moich urodzin, czyli 25 kwietnia. Dwa dni później, w sobotę 27 kwietnia wyruszę z Orszowy, małego miasteczka na granicy Serbii i Rumunii leżącego nad Dunajem. Zamierzam przejść Rumunię, potem Ukrainę, z Ukrainy wejdę w polskie Bieszczady, potem przejdę Beskid Niski i Beskid Sądecki, Gorce, Beskid Żywiecki i Beskid Śląski. W okolicach Ustronia przejdę na teren Czech, potem Słowacji i gdzieś w okolicach drugiej połowy września dotrę nad Dunaj w Bratysławie.

Magura w pobliżu Brasov, Rumunia
Magura w pobliżu Brasov, Rumunia

Ile kilometrów dziennie będzie Pan pokonywał?

Tego nie można zaplanować ani przewidzieć. Wszystko zależy od pogody, ilości podejść i zejść, wagi plecaka, zmęczenia, samopoczucia itd. Może to być 15 lub nawet 40 kilometrów. Zakładam również, że raz na jakiś czas zrobię sobie przerwę na odpoczynek i regenerację organizmu. Trasa jest do przejścia w około trzy miesiące, a ja zakładam pięć, więc nie tempo jest celem.

Czy przygotowywał się Pan kondycyjnie?

I tak i nie. A dokładnie mówiąc, cały czas staram się być aktywny. Od kilku miesięcy, raz w tygodniu, mój przyjaciel Wojtek Bartoszek, który jest trenerem personalnym, pomaga mi aktywować mniej wykorzystywane partie mięśni. Ponadto, co drugi dzień chodzę na siłownię i jak tylko czas pozwoli na dwa-trzy dni wyrywam się w góry.

Cały ekwipunek będzie Pan dźwigał na plecach. Ile będzie ważył Pana plecak i co się w nim znajdzie?

Dążę do tego, aby waga sprzętu zmieściła się w 10 kilogramach, ale do tego dojdzie jeszcze żywność na 7-8 dni, która będzie ważyć 6-7 kilogramów oraz około 3 litry wody. Maksymalna waga plecaka wyniesie więc 20 kilogramów. To bardzo dużo, dlatego staram się zminimalizować tę wagę. W plecaku będę miał między innymi: namiot, śpiwór, karimatę, trochę odzieży, sprzęt do gotowania, ogniwo fotowoltaiczne, leki i środki higieniczne.

Gdzie Pan będzie spał i jak uzupełniał zapasy jedzenia?

W Rumunii i na terenie Ukrainy będę spał w namiocie, a czasem w gospodarstwach agroturystycznych. Maszerując przez terytorium Polski, zakładam noclegi w miejscach, które znam z wędrówek Głównym Szlakiem Beskidzkim, czyli schroniska lub agroturystyka i czasem studenckie bazy namiotowe. Jedzenie w czasie tak długich wędrówek, bez możliwości uzupełnienia zapasów, to jest wyzwanie. Najtrudniejsze odcinki są w Rumunii. Na niektórych, trwających 7-8 dni, żywność muszę mieć w plecaku. Dlatego dobór diety polega głównie na tym, aby minimalizować wagę produktów przy maksymalnie dużej ich kaloryczności. A więc: owsianka, suszone owoce, orzechy, suszona wołowina, czekolada, raz dziennie danie liofilizowane. Ale i tak zapas żywności na taki okres to około 6 kilogramów. Po dojściu do końca odcinka, uzupełniam zapasy o żywność dostarczoną spedycją z Polski przez mojego syna Pawła. Oczywiście, jak będę w jakiejś osadzie lub miasteczku, to będę jadł tak zwane normalne posiłki.

Czy nie boi się Pan spać w nocy, w lesie, w namiocie zupełnie sam? I o czym myśli się przed zaśnięciem?

Nie. Las, namiot, góry to moja pasja, a więc nie ma powodu się bać. Przed zaśnięciem myślę o następnym dniu i o tym czy będę na tyle wypoczęty aby cały dzień wędrować. Raczej usypiam szybko, ale to nie znaczy, że sen zawsze jest spokojny i głęboki. Może padać lub wręcz lać deszcz, może być wiatr, grad i wszystko to co trafia się w czasie snu w domu. Jedyną różnicą jest to, że ja będę w namiocie. Najważniejsze jest aby odpocząć, tak aby rano być sprawnym fizycznie i po śniadaniu i mojej ulubionej małej czarnej wyruszyć w dalszą wędrówkę.

Ukraińskie Karpaty z widokiem na wysokie ośnieżone szczyty pokryte mgłą
Ukraińskie Karpaty z widokiem na wysokie ośnieżone szczyty pokryte mgłą

A co z dzikimi zwierzętami, które można spotkać na szlakach? Nie obawia się Pan spotkania na przykład z niedźwiedziem?

Często pada to pytanie. Dzikie zwierzęta są naturalnym elementem gór i lasów. To my wchodzimy w ich środowisko. Spotyka się zwierzęta i ich widok jest częsty i bardzo radosny. Natomiast generalnie zwierzęta unikają ludzi. Te uznawane za niebezpieczne, takie jak wilki czy niedźwiedź brunatny, unikają ludzi szczególnie i dużo wcześniej wyczuwają bliskość człowieka. Szczerze, chciałbym kiedyś zobaczyć na swoim szlaku niedźwiedzia. Jak do tej pory, nigdy poza śladami mi się to nie udało.

Co Panu dają takie długie wędrówki?

Oprócz wrażeń i doznań, które przeżywa się w czasie każdej wędrówki, długa wymagająca wyprawa daje szansę na sprawdzenie własnych możliwości. I chodzi tu nie tylko o sprawność fizyczną, ale również odporność na długotrwałą samotność i życie w ciężkich warunkach. Organizm musi sobie poradzić z wieloma niespotykanymi na co dzień trudnościami. Dieta ograniczona jest do minimum, często brak nawet możliwości zwykłego umycia się. To są ekstremalne warunki.

A jak reaguje psychika?

Jedną z najtrudniejszych rzeczy jest samotność. Dokucza bardzo, a szczególnie gdy przez kilka dni nie ma się kontaktu z kimś z kim można zamienić choćby kilka słow. Jestem osobą lubiącą kontakt z ludźmi i lubię z ludźmi rozmawiać. Pewnie wyniosłem to z domu, w którym było nas, rodzeństwa kilkanaście osób. Zawsze byłem aktywny społecznie, działając z ludźmi i wśród ludzi. Ale z drugiej strony, potrafię sobie radzić z długotrwałą samotnością. Jak mówią moi synowie, jestem człowiekiem o bardzo twardym charakterze.

To nie pierwsza Pana tak długa wędrówka. W 2016 roku przeszedł Pan Główny Szlak Beskidzki. Co to była za wyprawa?

Tych, co przeszli Główny Szlak Beskidzki jest wielu. Ja po raz pierwszy przeszedłem GSB dwukrotnie bez dnia przerwy. Pokonałem łącznie około 1100 kilometrów w czasie 38 dni. Wyprawa ta była poświęcona pamięci Olka Ostrowskiego, który zginął w dniu 25 lipca 2015 roku, w czasie zjazdu na nartach ze stoku Gaszerbrum II. Wówczas uważałem, że jest to moja wyprawa życia. Okazało się, że zniosłem tę wędrówkę doskonale i wówczas pojawiło się marzenie o następnej.

Leszek Piekło
Leszek Piekło

Wiem, że oprócz miłości do gór, kocha Pan też zimną wodę. Jest Pan aktywnym morsem

Tak, jestem morsem od około 15 lat. Od 5 należę do Krakowskiego Klubu Morsów Kaloryfer, który w tym roku obchodzi 18 rocznicę powstania. Kaloryfer to nie tylko morsowanie, ale także wędrówki po górach, kajaki, długodystansowe pływanie również w zimnej wodzie i wiele innych aktywności. Morsowanie przynosi wiele pozytywnych efektów, ale to co dla mnie jest ważne to możliwość spotykania się z ludźmi aktywnymi i uśmiechniętymi. Odporność na zimno i trudy to ważny element w czasie wędrówek w górach.

Jak reagują bliscy na Pana wyprawy? Wspierają, trzymają kciuki czy raczej mają wątpliwości?

Moja żona Lucyna przyzwyczaiła się do moich ekstremalnych wypraw i akceptuje to. Starszy syn Paweł również wędruje po górach, wspiera mnie w moich poczynaniach i udziela ogromnej pomocy. Młodszy syn Krzysztof sam nie jest fanem wędrówek, ale po górach przemieszcza się na rowerze, to znaczy uprawia downhill, jest zapalonym żeglarzem, instruktorem oraz sternikiem morskim. Krótko mówiąc, żona akceptuje moje pasje, a synowie wspierają.

Czy ma Pan już plany i pomysły na kolejne wędrówki?

Powiedzmy, że nie są to jeszcze plany, a dopiero marzenia. Może krótka wyprawa w góry Iranu i może Pacific Crest Triail.

Wyobraża Pan sobie życie bez gór?

Nie potrafiłbym mieszkać w górach. Uwielbiam za to po nich wędrować, to moja pasja. Bez gór świat byłby monotonny, a moje życie raczej nudne.

Czego Panu życzyć?

Wędrówka będzie trwała około 5 miesięcy, więc tradycyjne życzenie pogody raczej się nie spełni. Wytrwałość muszę mieć, bo bez tego nie wybierałbym się na taką szaloną wyprawę. Wystarczy więc życzyć mi zdrowia oraz wsparcia rodziny i przyjaciół.

Tego właśnie życzymy! Hej ku górom!

Pisząc artykuły staramy się ze wszystkich sił, by były jak najbardziej kompletne i aktualne. Nic nie zastąpi jednak Waszego doświadczenia i uważnych oczu. Jeśli czytając ten artykuł zauważyłeś(aś) jakiś błąd, nie zgadzasz się z tym co napisaliśmy lub po prostu chcesz coś dodać od siebie - napisz nam o tym. Wszystkie nadesłane wiadomości czytamy z uwagą i odpowiednio reagujemy.

Marcin Tintoski

Na szlakach od dwunastego roku życia. Zaczynał, gdy sprzęt się szyło na maszynie babci. Bez gór życie nie ma smaku ani koloru.

Zapisz się do naszego newslettera

Odbieraj nowości, artykuły i powiadomienia wprost do swojej skrzynki email. Konkursy i specjalne oferty tylko dla subskrybentów.